5.X.1998r. Eskulap, Poznan.


      Moja podroz zaczela sie juz o 7:13, kiedy to nie wyspany i wpol najedzony wsiadlem w pociag InterCity "Bystrzyca" relacji Lublin - Poznan. Spokojnie wyjalem ksiazke - 'Ponure Lata' Glenna Cooka i zaczalem ja czytac. Po kilku godzinach (gdzies chyba za Warszawa) nagle sie skonczyla, wiec sprobowalem zasnac. Nic z tego. Nie wyszlo mi, wiec wyciagnalem druga ksiazke - 'Wladcy Niebios' nie pamietam juz kogo. Gdzies po drodze przedzial zaludnil sie i wkrotce zgodnie sluchalismy skladanki "Beauty In Darkness" na kolegi magnetofonie (mnie dosc szybko siadly baterie w walkmanie :(. Pozniej przyszla kontrola biletow i sie okazalo, ze jeden gostek nie ma biletu. Nie mial tez niestety obu nog, ale byl za to po jakiejs kuracji alkoholowej, wiec sie nie przejmowal. Z poczatku pani konduktor chciala go wywalic w Koninie, ale nie wiedziec czemu zapomniala o tym pomysle i po prostu sobie poszla. Jechalismy wiec dalej i w koncu o 12:44 wysiadlem na dworcu "POZNAN GLOWNY". Miala po mnie wyjsc Gogha i ewentualnie Naamah (co prawda PODOBNO jedna z nich byla przykuta kajdankami do kaloryfera, a druga po prostu nie mogla przyjsc), wiec sie na razie zbytnio nie martwilem. KIedy juz chcialem dzwonic do rodzinki w Poznaniu, ze przyjechalem, podszedl do mnie jakis gosc i sie zapytal, czy jestem stad, albo z okolic. Kiedy powiedzialem, ze jestem z Lublina okazalao sie, ze facet chce krecic jakis film w listopadzie i szuka stazystow. Niestety, w moim przypadku nic z tego.
      Kiedy juz zadzwonilem z peronu do rodzinki poszedlem spokojnie w kierunku wyjscia, majac nadzieje, ze znajde je bez trudu (i musze przyznac, ze nawet mi sie to udalo). NIestety, nikt na mnie nie czekal, wiec ja musialem poczekac. Po spedzeniu ok. 30 minut na dworcu doszedlem do wniosku, ze jeszcze 20 minut i spadam. Wtedy podszedl jakis ktos i sie spytal, czy jestem z Warszawy. Ja na to, ze z Lublina, ale z #metalpl, wiec sie szybko dogadalismy. Nastepnie ja wsiadlem w linie nr 68, a on pojechal do domu cos przekasic, bo chyba nic jeszcze nie jadl (ach ten modem:). Umowilismy sie na 15:45 pod rondem Kaponiera, ale wlasciwie zupelnie niepotrzebnie, bo ja nie

 [back]  [home]